Przejdź do głównej treści
Balcontrole · historia osobista

Rozdział 01

Z podwórka naświatową scenę

Prawdziwa historia chłopca z Polski, który swoimi umiejętnościami podbił świat, a dziś przekazuje wiedzę nowemu pokoleniu i szuka następcy, który go prześcignie.

Polska · Belgia · świat

2001 — dziś

Wszystko, czego potrzebowałem, to piłka.
Prolog

Prolog

Mam na imię Mikita Cyprian i mam 27 lat. Kiedy myślę o swoim życiu, nie mogę się powstrzymać od wspominania momentów, które ukształtowały mnie w osobę, jaką jestem dzisiaj. Moimi największymi pasjami w życiu są piłka nożna uliczna, znana również jako panna, oraz freestyle football. Te sporty nie tylko urzeczywistniły moje marzenia, ale także głęboko wpłynęły na mój charakter i sposób myślenia. Uczyniły mnie silniejszym nie tylko fizycznie, ale i mentalnie. Każda sztuczka, której się uczę, każde wyzwanie, które pokonuję, przybliżało mnie do mojego marzenia. Nauczyło mnie to wytrwałości i nigdy się nie poddawać, bez względu na to, jak trudne coś się wydaje.

W tej historii chciałbym podzielić się z wami moją podróżą. To, co tutaj przeczytasz, jest w 100% prawdziwe, i szczerze mam nadzieję, że zainspiruje cię to do wierzenia w siebie i zamieniania swoich marzeń w cele. Bo skoro ja mogę, to jestem pewien, że ty też możesz!

Archiwalne zdjęcie 1 z piłkarskiej historii Cypriana — PrologArchiwalne zdjęcie 2 z piłkarskiej historii Cypriana — Prolog
2001

2001

Miałem 5 lat. Żadnych komputerów, telefonów komórkowych czy okresu PlayStation. To wtedy nie istniało. Na pewno nie dla młodego urwisa jak ja. Za to miałem dużo wolności i przyjaciół mieszkających kilka metrów obok. Bawiliśmy się na dworze każdego dnia. Pewnego dnia jeden z moich przyjaciół zadał pytanie, którego nie zapomniałem do dziś: "Jakie jest wasze marzenie?" Wszyscy zaczęli opowiadać o swoich marzeniach, aż przyszła moja kolej. Powiedziałem z pełnym przekonaniem: "Chcę zostać mistrzem Polski w jakimś sporcie!" Ku mojemu zdziwieniu wyśmiali mnie. "Serio, chłopaki, chcę być najlepszy w sporcie!" Głęboko w środku czułem, że to było coś wielkiego, coś nieznanego, coś, co później stanie się moim celem w życiu. Choć w tamtym momencie jeszcze nie wiedziałem, w jakim sporcie.

Rok/dwa lata później wszystko się zmieniło. Mama i ja przeprowadziliśmy się do Belgii i moje życie stanęło na głowie. Nowy język, nowe otoczenie, nowa szkoła — wszystko było obce, wszystko było inne. Musiałem zostawić przyjaciół, znajomych i rodzinę w Polsce. Nie mogę powiedzieć, że jako dziecko byłem naprawdę smutny z powodu wszystkich tych zmian, na które nie miałem wpływu. Ale tak to już jest. Zróbmy z tego coś, co nie!

Archiwalne zdjęcie 1 z piłkarskiej historii Cypriana — 2001Archiwalne zdjęcie 2 z piłkarskiej historii Cypriana — 2001
Archiwalne zdjęcie 3 z piłkarskiej historii Cypriana — 2001
2003/2004

2003/2004

Czas szkolny. Pierwsza klasa. W holenderskiej szkole nie było łatwo. Nie umiałem mówić po holendersku, było wiele różnych dzieci, co było zupełnie inne niż w Polsce. Ale było coś, co wszyscy mieliśmy wspólne. Wszyscy kochali piłkę nożną, a ja byłem najgorszym ze wszystkich uczniów (przynajmniej tak to odczuwałem). Nikt nie chciał mnie w swojej drużynie, byłem wybierany prawie jako ostatni... Nic dziwnego. Nawet na głównym boisku nie wolno mi było grać, bo nie byłem wystarczająco dobry. To była dla mnie życiowa lekcja. Wtedy zrozumiałem, że muszę się poprawić. Inaczej zostanę nieudacznikiem na resztę życia i nigdy nie będę mógł grać na głównym boisku. I to stało się moją obsesją, moim celem życiowym. Chciałem, żeby koledzy z klasy pozwolili mi grać na głównym boisku i żebym był doceniany przez przyjaciół z klasy. W kolejnych latach, od pierwszej do trzeciej klasy podstawówki (od 7 do 10 lat), wciąż byłem za słaby, żeby rywalizować z najlepszymi. Wszyscy byli szybsi, silniejsi, bardziej techniczni itd... Potem przyszli do szkoły uczniowie z Polski. Oni, tak jak ja, przeprowadzili się do Belgii. Poznałem ich dość szybko. W mgnieniu oka stali się moimi najlepszymi przyjaciółmi. Grając z nimi, zacząłem rozumieć, co to znaczy mieć pasję do sportu. Mieli takie same predyspozycje do piłki nożnej jak ja. Więc na każdej przerwie staraliśmy się grać przeciwko sobie i rywalizować o tytuł najlepszego polskiego gracza w szkole. Grałem z nimi coraz więcej, zarówno na krótkich, jak i na długich przerwach. Przerwy były walką o "stawanie się lepszym". Każdego dnia marzyłem tylko o tym, żeby ten czas nigdy się nie skończył. Czas, który z nimi spędzałem, dawał mi tylko wiele radości i miłość do piłki nożnej.

~Nie jest łatwo stać się najlepszym, jak większość z was pewnie już się zorientowała. Są tysiące, a może miliony ludzi, którzy mają to samo marzenie. Ale krótko mówiąc, mogę wam obiecać że ten, kto ma najsilniejszą wolę i się nie poddaje, spełni marzenie!

Archiwalne zdjęcie 1 z piłkarskiej historii Cypriana — 2003/2004Archiwalne zdjęcie 2 z piłkarskiej historii Cypriana — 2003/2004Archiwalne zdjęcie 3 z piłkarskiej historii Cypriana — 2003/2004
2004-2008

2004-2008

Trening

Moje zajęcia szkolne trwały od poniedziałku do piątku od 8:30 do 15:30. Nawet w środy kończyłem lekcje dopiero około 18:00 (czasami w soboty). Bo mama kazała mi dodatkowo chodzić do polskiej szkoły. Ogólnie było trudno trenować w tygodniu, bo chodziłem zarówno do holenderskiej, jak i do polskiej szkoły. Więc to stało na przeszkodzie, żeby więcej trenować. Nie tylko musiałem się uczyć i odrabiać pracę domową dla holenderskiej szkoły, ale także dla polskiej szkoły. ALE! W tym momencie zdałem sobie sprawę, że w drugiej szkole (polskiej) też były przerwy i byliby inni "przeciwnicy" do grania. I miałem nadzieję, że będę w stanie pokonać ich też na boisku! Inaczej nie mógłbym zrealizować mojego marzenia! Krótko mówiąc, byłem ogromnie zajęty w ciągu moich lat szkolnych. Ale moje plany, żeby stać się najlepszym graczem w szkole, powoli się realizowały.

Setki, jeśli nie tysiące godzin (po szkole i w jej trakcie) poświęconych na doskonalenie moich umiejętności technicznych sprawiły, że zacząłem wygrywać z rówieśnikami. Litry potu po raz pierwszy pokazały rezultaty ciężkiej pracy. Czułem różnicę we własnych nogach i ich możliwościach. Na każdej przerwie organizowaliśmy sami pojedynki 1-na-1 lub mecze "free-for-all". Celem dla mnie było: pokonać wszystkich. Nie mogłem sobie pozwolić na ani jedną porażkę. Nie miało znaczenia, czy byłem chory czy miałem zły dzień. Musiałem wygrać każdy pojedynek i pokazać, kto tu rządzi. W tamtych czasach nie znałem słowa "poddawać się"! Pojedynki miały jedną zasadę: graliśmy do 3 lub 5 goli. Nie było fauli. Więc jeśli ktoś cię popchnął, musiałeś wstać jak najszybciej i starać się jeszcze bardziej! To tylko wzmacniało twoją mentalność. Kto pierwszy strzelił ustaloną liczbę goli, wygrywał pojedynek i zyskiwał szacunek pozostałych. Wygrywanie z rówieśnikami było bardzo satysfakcjonujące, ale brakowało mi wielu aspektów, które widziałem u innych. Jako dziecko nie byłem tak kreatywny jak niektórzy moi przyjaciele podczas pojedynków. Byłem też tym, który często dostawał 'pannę'. Dlatego czasem też przegrywałem. Po tylu latach gry w piłkę nożną opracowałem te pytania w głowie i zawsze stosuję je podczas gry:

1. Jesteś słabszy od przeciwnika? Zadaj sobie pytania: Co sprawia, że jest lepszy od ciebie? Jak możesz poprawić tę cechę u siebie? Jaka technika/aspekt jest "kontrą" na jego mocną stronę?

Złość, smutek, musiałem to sam przetwarzać. W takim przypadku mogłem tylko wstać, wziąć się w garść i czekać na rewanż. W ten sposób lepiej poznałem swoje emocje. I następnym razem lepiej reagować. Jako dziecko uczysz się wiele. To oczywiście czyni cię mądrzejszym!

Podczas meczów moich przeciwników zacząłem zapamiętywać ich ruchy. Potem próbowałem kopiować ich dryblingi i je ulepszać. Każda sztuczka/ruch ma słabość. Musiałem ją tylko znaleźć i stworzyć kontrę. To jest to, co zostało ze mną do dziś. Ponieważ nie byłem utalentowany, ale chciałem być najlepszy, musiałem poświęcać dużo czasu na treningi. Grałem w różnych klubach. Ale to nie wystarczało! Samodzielne treningi! To jest to, co naprawdę rozwija gracza. Każdy gracz ma inny talent. Inną mocną stronę. Musiałem zacząć je odkrywać w sobie. Bo głęboko w środku wierzyłem, że skupienie i ciężka praca na własną rękę mogą szybciej urzeczywistnić moje marzenia niż tylko trenowanie na treningach w klubie.

Wyzywałem w szkole przyjaciół i nieznajomych na mecz piłki nożnej. Po lekcjach. Samodzielne treningi w parku/na placach/na ulicy po odrobieniu pracy domowej (żeby mieć spokój od rodziców...) i najczęściej sam. Wyzywanie obcych na placach. Granie z graczami, którzy byli 20 lat starsi i na pewno fizycznie silniejsi ode mnie. Musiałem wtedy znaleźć sposób, żeby ich pokonać. To ekscytujące uczucie było dla mnie najlepsze! Tak spędziłem tysiące godzin lub więcej na dworze na samotreningach! Oglądanie filmów na YouTube najlepszych ulicznych piłkarzy i próbowanie powtórzenia ich umiejętności na dworze, aż do momentu, gdy je opanowałem. Inaczej nie szedłem do domu! To były moje dzienne cele!

I tak przez lata zajmowałem się tym samym konceptem i udoskonaleniami w procesie!

Archiwalne zdjęcie 1 z piłkarskiej historii Cypriana — 2004–2008Archiwalne zdjęcie 2 z piłkarskiej historii Cypriana — 2004–2008
Archiwalne zdjęcie 3 z piłkarskiej historii Cypriana — 2004–2008Archiwalne zdjęcie 4 z piłkarskiej historii Cypriana — 2004–2008Archiwalne zdjęcie 5 z piłkarskiej historii Cypriana — 2004–2008
2008/2009

2008/2009

Weekend! Razem z braciszkiem i najlepszymi przyjaciółmi poszliśmy do "Park Spoor Noord". W wieku 11/12 lat zobaczyłem przypadkiem po raz pierwszy turniej piłki ulicznej 1 na 1, znany jako "Panna - Street Heroes". To był moment, który zmienił moje życie na zawsze. Nigdy nie widziałem czegoś takiego na żywo! Zostałem natychmiast zahipnotyzowany! Ich szybkie i zwinne ruchy, kombinacje, panny, których nie mogłem sobie wyobrazić — że można tak kontrolować piłkę lub ominąć przeciwnika... Profesjonalni gracze, puchary, podium... I nagle coś zakiełkowało w mojej głowie. Było to prawie nie do opisania. Słyszałem w głowie: "Chcę stać na podium", "Chcę ten największy puchar" itd... Ale oczywiście w tamtym momencie to były tylko fantazje. Stałem przy jednym z boisk do panny i podziwiałem, jak grają najlepsi. Aż mistrz świata poprosił mnie podczas przerwy w turnieju, żebym zagrał przeciwko niemu. Po prostu losowo. Wyzywał różne osoby i tym razem padło na mnie. Wtedy stanąłem po raz pierwszy twarzą w twarz z najlepszym graczem na świecie, którego wczoraj jeszcze oglądałem na YouTube. Byłem ogromnie podekscytowany, ale też przerażony. Po trzech sekundach poczułem różnicę w poziomie między nami. Krótko mówiąc, nie miałem żadnych szans. Nie byłem przy piłce nawet przez pięć sekund. Zabrał mi piłkę w mgnieniu oka. Przeciwnik zaczął tak tańczyć z piłką, że wszyscy wzdłuż boiska wiwatowali z podziwu dla piękna jego stylu.

I nagle "Panna"!!! "Kiedy? Gdzie? Jak?" To są pytania, które zadaję sobie do dziś. Przegrałem i musiałem opuścić boisko. Oczywiście to był tylko mecz towarzyski, ale potraktowałem go poważnie. W tym momencie zdałem sobie sprawę, że mam jeszcze długą drogę do pokonania, zanim będę mógł pokonać gracza na takim poziomie.

Po takim zastrzyku motywacji zacząłem trenować jeszcze ciężej! Jeszcze więcej! SAM, każdego dnia, aż moje nogi zaczęły odmawiać posłuszeństwa. Czasem do punktu, w którym dostawałem skurczy w nogach. Tak długo i intensywnie trenowałem. Kto tak trenuje, wie, czym jest prawdziwy trening! Pot mogłem wyżymać z koszulki wiadrami. W środy, kiedy szkoła kończyła się o 12:00 (polska szkoła w sobotę), mogłem po szkole trenować nawet 6 godzin samemu, żeby opanować jedną sztuczkę, kombinację czy pannę. Podczas treningów myślałem tylko o momencie, kiedy następnego dnia znów pójdę na trening i o tym, że tego dnia w parku grałem z mistrzem świata w "Pannie". Czułem się niesamowicie podekscytowany. Przegrałem dużymi cyframi, ale to coś znaczyło, prawda? Że moje umiejętności były jeszcze dalekie od doskonałości. To było dla mnie jak przebudzenie. Przysiągłem wtedy, że nigdy więcej nie dostanę "panny". Chciałem stać się nieprzenikniony i niepokonany. W domu. Wieczorem, 'klik' — YouTube włączony, trzymałem mojego starego "Sony Ericsson K310i" przy ekranie, włączałem funkcję nagrywania i filmowałem sztuczki. Potem, kiedy szedłem ćwiczyć, odtwarzałem nagrane materiały i próbowałem naśladować to, co robili na filmie. Nie mogłem się poddać i musiałem ćwiczyć, aż się tego nauczyłem.

Zastanawiacie się, dlaczego nie trenowałem z przyjaciółmi i nie analizowaliśmy razem filmów? Nie zawsze moi przyjaciele mieli czas lub chęć, żeby od razu iść ze mną trenować, więc musiałem szukać alternatywnego przeciwnika. Robot? Słupek? Nie! W tamtym momencie moim pierwszym fikcyjnym przeciwnikiem do samotreningów stało się... "krzesło". Tak, krzesło, na którym ćwiczyłem sztuczki. Kreatywność nie znała wtedy granic w mojej głowie! Kiedy później poszedłem grać na boisku z przyjaciółmi, okazało się, że mój trening z krzesłem miał super niesamowity efekt. Nagle nikt nie miał ze mną szans. Omijałem przeciwników jak pachołki na slalomie, mogłem biegać od jednej bramki do drugiej, podwójnie minąć każdego i nawet strzelić gola. Z najgorszego gracza w szkole stałem się jednym z najlepszych. Nagle mogłem grać na głównym boisku z mistrzami szkoły. Krótko mówiąc, stałem się najlepszym graczem w szkole. "Cel osiągnięty!", krzyknąłem w mojej głowie! W końcu!

Dni, miesiące, lata tak mijały...

Kiedy grałem na szkolnym boisku, nie czułem już żadnej konkurencji... Nawet nauczyciele, którzy mieli swoją szkolną drużynę, nie mieli ze mną szans na boisku. Technicznie byłem niepokonany. Musiałem szukać trudniejszych przeciwników!

Archiwalne zdjęcie 1 z piłkarskiej historii Cypriana — 2008/2009Archiwalne zdjęcie 2 z piłkarskiej historii Cypriana — 2008/2009
Archiwalne zdjęcie 3 z piłkarskiej historii Cypriana — 2008/2009Archiwalne zdjęcie 4 z piłkarskiej historii Cypriana — 2008/2009
2010

2010

Kiedy skończyłem 13 lat, nie miałem już czego szukać w szkole pod względem umiejętności i przeciwników. Postanowiłem zostać najlepszym graczem "Miasta Antwerpia"! To był mój nowy cel! Zaczęło się od podróżowania metrem do innych dzielnic Antwerpii, żeby zmierzyć się z nowymi graczami z różnych placów, których nigdy nie odwiedziłem.

"Ahoj, przygodo"

Bo co może pójść nie tak? Prawda? Nowe doświadczenia, nowi gracze, na boisku z piłką i to uczucie piłki, która stawała się coraz bardziej jednym ze mną, to uczucie wolności, jakbym "latał", podczas gdy stres i problemy życia w tamtym momencie zaczęły znikać. Uczyłem się od innych i widziałem wiele nowego. Liczba godzin, które poświęcałem na samorozwój, była tak ogromna, że niewielu dzieci w moim wieku mogło to udźwignąć. Czułem wyzwanie tylko grając z graczami starszymi ode mnie. Ale to tylko czyniło mnie lepszym! Taki był mój cel! Dzięki tym "podróżom" zebrałem wiele uśmiechów, fajnych komentarzy i poznałem wielu interesujących graczy. Spróbuj sobie wyobrazić, jak pozytywnie to rozwija cię jako gracza i jako osobę.

Tak przez kilka lat, razem z przyjaciółmi i sam, odwiedziłem wszystkie place w Antwerpii. TRENING, TRENING i jeszcze raz TRENING!

Archiwalne zdjęcie 1 z piłkarskiej historii Cypriana — 2010Archiwalne zdjęcie 2 z piłkarskiej historii Cypriana — 2010
2013

2013

Rok mediów społecznościowych! W tym roku po raz pierwszy zacząłem publikować moje sztuczki i nauczone "panny" na Instagramie/Facebooku. W ten sposób poznałem nowych ludzi, nowych graczy z różnych zakątków świata, trenowałem z bardziej doświadczonymi graczami, wymienialiśmy się doświadczeniami i pomysłami, a to wszystko dzięki internetowi. Wtedy internet był bardzo pozytywny! Poza tym nauczyłem się wielu nowych sztuczek pannowych.

Chciałbym tu dodać, że poziom treści w internecie dzisiaj jest ogromnie większy niż wtedy. Więc musisz sobie wyobrazić, że prawie nie było filmów z techniki panny i piłki ulicznej, tak jak dziś możemy je znaleźć za każdym rogiem. Żadnych tutoriali, YouTuberów, vlogów, trenerów techniki... Więc musiałeś sam trenować i sam się wszystkiego uczyć i wymyślać!

Siedziałem w swoim pokoju. Nagle dostałem wiadomość od aktualnego mistrza Polski w 1-na-1. Zaprosił mnie na oficjalne mistrzostwa Polski w "Panna 1-na-1" w Żerkowie. Był jednak jeden problem. Nie byłem jeszcze pełnoletni, więc nie mogłem sam pokonywać takich odległości (1200 km+-). Pamiętam to jakby to było wczoraj. Błagałem ojca, żeby pojechał ze mną, chociaż nigdy nie wierzył, że wygram. Dał mi to jasno do zrozumienia. Powtarzał ciągle, że "nie warto jechać". A jednak nigdy nie widział, jak gram, choć ćwiczyłem pannę od czterech lat. Powiedział, że wszyscy będą starsi i silniejsi i że na pewno przegram. Pamiętam, jak smutno się wtedy czułem. Łzy były już za rogiem. Choć czułem smutek w środku, pomyślałem: "Będziesz żałował tych słów". Ale na zewnątrz próbowałem tylko, żeby pojechał ze mną na mój wymarzony turniej, na który zostałem zaproszony. To było dla mnie jedyne, co się liczyło.

4 lipca 2013. Stało się! Jestem na moich pierwszych mistrzostwach Polski! Okazało się, że to nie tylko turniej panna 1-na-1, ale także turniej "Freestyle Football". Po raz pierwszy zobaczyłem tylu graczy w jednym miejscu w Polsce. Z umiejętnościami tak dobrymi, że każdy, kto kochał piłkę nożną, zakochałby się w niej ponownie! W tym momencie zdecydowałem, że zaczynam trenować "Freestyle piłkę nożną".

Moja rywalizacja w "Pannie" się rozpoczęła. Rozgrzewka... Bam, mój pierwszy mecz! Mój pierwszy mecz wygrałem w mniej niż minutę. Mój ojciec, który przez całą podróż był sceptyczny, nie mógł uwierzyć w to, co widział. Mecz po meczu wygrywałem, dając przeciwnikowi "pannę". Tak dotarłem na szczyt rankingu. Finał! Finał rozegrałem z JBK. Topowy groundmover tamtych czasów! Ale finał był mój!

Wygrałem!

Chcę tu dodać zdanie i podziękować "Ryhu" za to, że mnie wtedy zaprosił! W wieku 16 lat oficjalnie zostałem mistrzem Polski w pannie i dodatkowo zdobyłem 4. miejsce w konkursie "Groundmove"! W tym momencie zrealizowałem marzenie z dzieciństwa. Kto by pomyślał?! Wygrałem mistrzostwa Polski, a mój ojciec po raz pierwszy poczuł dumę ze swojego syna. Uczucie, że w końcu ktoś zobaczył moją ciężką pracę, było nie do opisania. Zawsze chciałem zrobić coś, żeby mój ojciec był ze mnie dumny. Ale chociaż zarówno moja mama, jak i mój tata tylko raz widzieli, jak gram w całej mojej karierze, nie mogłem się tym zrażać. Musiałem pokonać myśl, że wszędzie jestem sam. Potem słyszałem tylko, jak mama lub tata za moimi plecami mówią o mnie z dumą. Jeśli dotarłeś do tego miejsca z czytaniem, dziękuję i cieszę się, że cię to zainteresowało! I nie zapominaj, nie ważne, czy ktoś patrzy, czy nie. Podążaj za swoim marzeniem, zamień je w cele i pracuj ciężko, żebyś w przyszłości mógł być z siebie dumny! Niewiele osób doświadcza tego uczucia! Ale jeśli je osiągniesz, nigdy nie będziesz żałować! I poczujesz spełnienie.

To wiele zmieniło w mojej przygodzie.

Archiwalne zdjęcie 1 z piłkarskiej historii Cypriana — 2013
2014

2014

Krótko po mistrzostwach zauważyłem ogłoszenie o turnieju "Street Heroes" w Belgii. Tak, ten sam turniej, na którym kilka lat wcześniej jako widz grałem z najlepszym graczem na świecie. To był mój drugi poważny turniej 1-na-1, na który się zapisałem: "Street Heroes Antwerpia". Spośród szacunkowo stu graczy udało mi się dotrzeć do finału. Mój przeciwnik był rok starszy ode mnie i był znacznie silniejszy. Jego nogi też były ogromnie silne i szybkie. To mnie przerażało. Wszystko w nim było inne niż się spodziewałem. Wtedy po raz pierwszy poczułem "stres". Każdy z was pewnie tego doświadczył, więc wiecie, jakie to nieprzyjemne uczucie. Wyobraźcie sobie to uczucie razy sto. Tak się wtedy czułem. Setki ludzi oglądały nasz finał. Burmistrz, profesjonalni futsalowcy... Po raz pierwszy czułem, że to było to, o czym zawsze marzyłem i że miałem szansę. Finał się rozpoczął i było 4-4 po 3 minutach (w skrócie: Pojedynek trwa 3 minuty, jeśli wykonasz pannę na przeciwniku = "Knock Out"). Dałem wtedy ponad 100% z siebie. Potem musieliśmy rozegrać dogrywkę 1 minuty. Dogrywka zakończyła się 2-2. Zmęczenie, nogi jak z ołowiu, ale ciągle powtarzałem: "jeszcze trochę wytrzymaj"! Po dogrywce nastał decydujący moment. "Złoty gol" lub "Panna" kończy mecz! Piłkę zdobył mój przeciwnik. Nie poddałem się i walczyłem do końca. Po kilku ruchach udało mi się odebrać piłkę i strzelić decydującego gola! Tak wygrałem finał Street Heroes w Antwerpii 2014. W tamtym momencie poczułem ogromną ulgę. To był pierwszy raz, kiedy doświadczyłem tego uczucia. Nie potrafię tego opisać. Bo naprawdę jest to niemożliwe do uczciwego opisania. Tak niesamowite jest to uczucie.

Jeśli naprawdę chcesz wiedzieć, jak się wtedy czułem, osiągnij to, co ja osiągnąłem i zacznij ciężko nad sobą pracować, intensywnie trenując (TERAZ mogę ci nawet w tym pomóc)! Nie ma skrótu do tego uczucia! Po Antwerpii przyszedł czas na rywalizację gdzie indziej. Następny turniej na mojej liście to Street Heroes w Brukseli. To było dawno temu, ale pamiętam trzy konkretne momenty z tego turnieju.

1. Grałem z jedną z prawdziwych gwiazd old-school street soccera "panna" i poznałem wtedy aktualnego wicemistrza świata we freestyle footballu (2012), z którym miałem okazję trochę pofreestylować i porozmawiać.

2. Kiedy zostałem zaskoczony panną na turnieju! Tak, dostałem pannę na turnieju. To był bardzo silny ruch, którego używam do dziś, bo to tak potężny ruch! Na pewno nauczysz się tej panny, jeśli przyjdziesz na moje lekcje!

3. Zdobycie trzeciego miejsca w całej Belgii w Panna Street Heroes! Super szczęśliwy z siebie! Podium zdobyte!

Po tak wyczerpującym turnieju nie czekałem — zapisałem się na kolejny: "Street Heroes Brugia". Było tam znacznie mniej uczestników, ale wziąłem udział. To był pierwszy raz, kiedy moja mama widziała mnie grać na żywo. Czułem się trochę dziwnie, bo do tego momentu mama nigdy nie widziała, jak gram w piłkę. Wyglądało to tak, jakby nie interesowało jej to, co robię, przynajmniej takie było moje wrażenie. No cóż, nikogo nie mogę zmuszać, prawda? Który rodzic siedziałby godzinami, patrząc jak jego dziecko trenuje, gra mecz lub uczestniczy w turnieju? A ty, masz kogoś takiego?

Jeśli nie, witaj w moim świecie, a jeśli masz kogoś takiego, to masz więcej niż prawdopodobnie w tej chwili możesz zrozumieć, bo to w przyszłości będzie dla ciebie wiele znaczyć. Doceniaj to i ciesz się tymi chwilami! Turniej w Brugii był dla graczy U16. Dotarłem do finału. Poziom nie był taki jak w Antwerpii czy Brukseli, więc nie będę się tu dalej rozpisywał. Zdobyłem pierwsze miejsce! Dla mnie w tamtym momencie najważniejsze było to, że moja mama po raz pierwszy widziała moje hobby i jak gram! Poza tym z tego dnia zrobiłem też filmik + po turniejach dalej trenowałem na moim placu z różnymi osobami! Nagrałem nawet jeden z moich pierwszych filmów o sobie. Zobacz! Pierwsze zwycięstwa, pierwsze trofea, wyróżnienie od burmistrza miasta, moje zdjęcie w gazecie i moje pierwsze zarobione pieniądze. W szkole wszyscy mnie gratulowali, każdy chciał mnie w drużynie... Uczucie było po prostu jak z bajki, nie do opisania!

Rok się na tym nie skończył! Pojechałem po raz drugi z rodziną na "Freestival Football Żerków 2014", mistrzostwa Polski w Panna 1vs1 i konkurs groundmoves. Ponowne spotkanie z wszystkimi przyjaciółmi od panny/freestyle'u było najlepsze! No, z odrobiną stresu muszę powiedzieć.

1. Żeby obronić tytuł tym razem!

2. Poprawić wynik w konkursie groundmoves z zeszłego roku (4. miejsce)

Najpierw mieliśmy konkurs "groundmoves". W poprzednim roku zdobyłem 4. miejsce. Ale tym razem było inaczej! Przez ostatni rok nie siedziałem bezczynnie i trenowałem każdego dnia, żeby tym razem pokazać lepszy wynik. 2014! Konkurs groundmoves wygrałem! Cel osiągnięty!

Teraz czas na PANNĘ!

Krótko mówiąc, finał był dla mnie ogromnie stresujący. W jednej chwili zapomniałem wszystkich trików i kombinacji; miałem pustkę w głowie. Mimo to udało mi się obronić tytuł!

Archiwalne zdjęcie 1 z piłkarskiej historii Cypriana — 2014Archiwalne zdjęcie 2 z piłkarskiej historii Cypriana — 2014Archiwalne zdjęcie 3 z piłkarskiej historii Cypriana — 2014Archiwalne zdjęcie 4 z piłkarskiej historii Cypriana — 2014Archiwalne zdjęcie 5 z piłkarskiej historii Cypriana — 2014Archiwalne zdjęcie 6 z piłkarskiej historii Cypriana — 2014Archiwalne zdjęcie 7 z piłkarskiej historii Cypriana — 2014Archiwalne zdjęcie 8 z piłkarskiej historii Cypriana — 2014Archiwalne zdjęcie 9 z piłkarskiej historii Cypriana — 2014Archiwalne zdjęcie 10 z piłkarskiej historii Cypriana — 2014
2015

2015

Wziąłem udział w "Freestival Football Żerków 2015 — Mistrzostwa Polski w Pannie". Ten turniej pamiętam do dziś. Było na pewno ponad sto uczestników, może nawet blisko 200. "Panna" była wtedy tak popularna, że każdy chciał spróbować swoich sił. Turniej się rozpoczął, pamiętam, start był około 14:00. Od mojego pierwszego meczu musiałem czekać prawie 1 do 2 godzin, zanim znowu mogłem grać. Było tylu uczestników. To było wyczerpujące, bo nie wiedziałeś, kiedy będzie twoja kolej. Więc musiałeś być zawsze gotowy i dobrze rozgrzany. To było największe wyzwanie. Mecz po meczu, 16:00, 18:00, 22:00, północ... w końcu dotarłem do finału!!! Finał rozgrywany był około 2 w nocy. Wyobraźcie sobie, ile musieliśmy czekać, grać i być gotowym, żeby wytrzymać do tego czasu. Poziom był też znacznie wyższy niż w poprzednim roku. Pamiętam, że przed finałem dostałem skurczu w jednej nodze. Tego się bałem. Moje nogi traciły siłę. Bałem się, że nogi nie pozwolą mi grać na pożądanym poziomie w finale. Ale mimo to udało mi się dotrzeć do finału i wygrać! Znów udało mi się obronić tytuł!

"Polish Panna Challenge Grodzisk Mazowiecki 2015". Normalnie nie byłbym obecny na tym turnieju, ale spontanicznie zdecydowałem się wziąć udział. Dlaczego miałbym nie być obecny? Bo musiałem wracać do Belgii na szkołę. Ale mogłem przesunąć wyjazd i pojechałem pociągiem do Grodziska. Ahooooj, turniej! Przyjechałem i atmosfera była next level! Tutaj możecie obejrzeć mój finał! W tym roku zakończyłem z trzema zwycięstwami w Polsce! Co za rok!

Trzy?

A tak! W trzecim turnieju w Polsce mogłem jeszcze wziąć udział, w Lublinie! Wróciłem specjalnie do Polski po to! Ostatniego dnia moich wakacji w Polsce wziąłem udział w turnieju w Lublinie. Pamiętam tylko, że puchar był jednym z najbardziej niezwykłych pucharów, jakie widziałem w życiu! Więc dałem z siebie jeszcze więcej, żeby go wygrać! BAM! Finał był mój!

Archiwalne zdjęcie 1 z piłkarskiej historii Cypriana — 2015Archiwalne zdjęcie 2 z piłkarskiej historii Cypriana — 2015Archiwalne zdjęcie 3 z piłkarskiej historii Cypriana — 2015
2016

2016

Na początku 2016 roku miałem już zaplanowany kalendarz pełen różnych turniejów!

Mistrzostwa Polski Panna 1vs1 2016. Nie zawsze jest tak pięknie, jak to wygląda. Miałem wtedy 18/19 lat. Utrzymanie tytułu było dla mnie najważniejsze. Wysiadłem z samolotu, wsiadłem w autobus, pobiegłem prosto na turniej. Byłem akurat na czas, nie miałem czasu na rozgrzewkę i już była moja kolej do gry. Dotarłem do półfinału. Moje nogi były tak ciężkie, nieprzyjemne i zmęczone, że nie dawałem rady. Jeśli pamięć mnie nie myli, przegrałem właśnie w półfinale. Wybiegłem z hali do mojego pokoju, do łóżka, i łzy smutku zaczęły płynąć po moim policzku. Jestem wdzięczny wszystkim, którzy mnie wtedy pocieszali. Było we mnie tyle negatywnych emocji, że nie mogłem się uspokoić. Aż nagle usłyszałem przez mikrofon, że wzywają mnie do meczu o 3. miejsce. Nie poszedłem. Poddałem ten mecz. Zapytałem siebie: "Jeśli go pokonam, czy będę zadowolony?" Odpowiedź brzmiała: "Nie." Spróbujcie mnie zrozumieć — czy bym wygrał, czy przegrał, nie miałoby to dla mnie żadnego znaczenia. Dlatego chciałem, żeby mój kolega po raz pierwszy w życiu zdobył podium w kategorii panna 1vs1. I tak się stało. Jego uśmiech następnego dnia, podczas wręczenia nagród, był dla mnie pociechą. Jednocześnie była to dla mnie lekcja, żeby się nie poddawać i dalej trenować to, co kocham najbardziej. Z reszty turnieju zrobiłem najlepszy czas. Na filmie możecie zobaczyć, jak przyjemny był taki turniej! Wróciłem z turnieju i musiałem z powrotem skupić się na samodoskonaleniu. Bo inaczej będę dalej przegrywał...

Kilka miesięcy później odbyły się online'owe mistrzostwa świata "FreestyleFootball Ranks". To był turniej online w "Freestyle Football". Zacząłem trenować tę dyscyplinę około 2012/2013. Przez to mój poziom panny trochę spadł, żeby osiągnąć coś w tej dyscyplinie. Zakochałem się w tym sporcie po turnieju w Żerkowie 2013. Krótko mówiąc: kto pokaże najlepsze sztuczki, wygrywa. Każdy z całego świata mógł wziąć udział. Więc zapisałem się. Turniej online działał tak, że wysyłałeś 5-sekundowy filmik do organizatora ("FreestyleRanks") mailem. Strona pokazywała drabinkę, kto gra z kim. Potem gracz 1 i jego przeciwnik wysyłali swoje 5-sekundowe filmiki, a organizator montował je i publikował na Instagramie. Bardzo chciałem wygrać, żeby zdobyć jak najwięcej obserwujących na Instagramie. Ćwierćfinał, półfinał i nagle stałem w finale. Zakwalifikowałem się wyłącznie dzięki moim mocno kreatywnym filmikom. Kreatywność była moją mocną stroną! Finał był bardzo ekscytujący! To, co przygotowałem na finał, było czymś, czego nikt w tamtym momencie nie mógł wykonać.

Wygrałem!

Dzięki temu turniejowi podniosłem sobie poprzeczkę we freestyle footballu. Każdy następny trening podnosiłem poprzeczkę wyżej i wyżej! W tamtym momencie znów czułem się nie do zatrzymania! Dziesiątki, jeśli nie setki godzin spędzonych na dworze zimą, pracując nad ulepszaniem moich filmów i sztuczek. Super zmotywowany! Wszystko po to, żeby jakoś się wyróżnić. Byłem niesamowicie dumny! Dzięki tej kombinacji i głosom ludzi wygrałem "Freestyleranks 2016"! Potem nie trenowałem już tak naprawdę 'panny', bo byłem zajęty freestyle footballem. W moich oczach ten sport miał więcej do zaoferowania niż panna w tamtym czasie.

Poza tym spędziłem fantastyczny czas w Madrycie, Hiszpania. Między innymi z jednym z przyszłych mistrzów świata Red Bull 2019 miałem mini battle i spędzałem czas z madridistas! Sami super fajni faceci! Tutaj dzielę się filmem z mojej freestyle football/panna wycieczki "Hiszpania — Madryt".

Poza tym poświęciłem dużo czasu na treningi, występy i warsztaty. Odkryłem kawałek Europy m.in. Anglia, Węgry, Bułgaria, Serbia, Malta, Grecja. Otrzymałem też nagrodę od miasta podczas wręczenia nagród sportowych i nakręciłem mnóstwo filmów! Zobaczcie!

Archiwalne zdjęcie 1 z piłkarskiej historii Cypriana — 2016Archiwalne zdjęcie 2 z piłkarskiej historii Cypriana — 2016Archiwalne zdjęcie 3 z piłkarskiej historii Cypriana — 2016Archiwalne zdjęcie 4 z piłkarskiej historii Cypriana — 2016Archiwalne zdjęcie 5 z piłkarskiej historii Cypriana — 2016Archiwalne zdjęcie 6 z piłkarskiej historii Cypriana — 2016Archiwalne zdjęcie 7 z piłkarskiej historii Cypriana — 2016Archiwalne zdjęcie 8 z piłkarskiej historii Cypriana — 2016Archiwalne zdjęcie 9 z piłkarskiej historii Cypriana — 2016Archiwalne zdjęcie 10 z piłkarskiej historii Cypriana — 2016Archiwalne zdjęcie 11 z piłkarskiej historii Cypriana — 2016Archiwalne zdjęcie 12 z piłkarskiej historii Cypriana — 2016Archiwalne zdjęcie 13 z piłkarskiej historii Cypriana — 2016Archiwalne zdjęcie 14 z piłkarskiej historii Cypriana — 2016Archiwalne zdjęcie 15 z piłkarskiej historii Cypriana — 2016Archiwalne zdjęcie 16 z piłkarskiej historii Cypriana — 2016Archiwalne zdjęcie 17 z piłkarskiej historii Cypriana — 2016Archiwalne zdjęcie 18 z piłkarskiej historii Cypriana — 2016Archiwalne zdjęcie 19 z piłkarskiej historii Cypriana — 2016Archiwalne zdjęcie 20 z piłkarskiej historii Cypriana — 2016Archiwalne zdjęcie 21 z piłkarskiej historii Cypriana — 2016
2017

2017

Po latach trenowania panny i freestyle footballu zacząłem dawać większe występy. Małych występów nie będę wspominał, bo na pewno było ich ponad 100+. Ale chciałbym podzielić się z wami tymi najfajniejszymi!

Bruksela. Między występami raperów miałem zaszczyt stać na tej samej scenie z "Kaliber 44", "DonGóralesko", "Hades". To polskie legendy hip-hopu. Za kulisami był bufet i zabawne rozmowy. Zrobiliśmy wspólne zdjęcie, żeby uchwycić ten moment na zdjęciu i filmie.

Innego dnia dałem występ w Kraśniku (Polska), gdzie dużo młodzieży przyszło mnie obejrzeć, a potem rodzice na OSTR. Po mnie na tej samej scenie stał O.S.T.R. Przybiliśmy sobie piątki, mieliśmy chwilę pozytywnych rozmów, i tak poznałem niektóre z największych gwiazd polskiego hip-hopu. Moment do zapamiętania! To był rok pełen zabawy!

Również w tym roku zrobiłem filmik, który obejrzano ponad 20 milionów razy. Byłem pierwszą osobą, która dała pannę zwierzęciu. Niby nic wielkiego, ale zabawne reakcje i pozytywne wiadomości były ogromne, a wzrost obserwujących na Instagramie był imponujący!

Poza tym zacząłem robić tutoriale panny po polsku. Nie musisz ich rozumieć, żeby je oglądać. Ważne jest to, jak wszystko pokazuję. Pokazuję wszystko z mojej perspektywy. Co ułatwia naukę wszystkiego!

Oprócz filmów i występów, w tym roku przeżyłem też dwa-trzy niezapomniane momenty na turniejach. Pierwszy był w lipcu, kilka dni przed moimi urodzinami. Wziąłem udział w mistrzostwach świata panna 3vs3 i turnieju freestyle football street games, zorganizowanym w Polsce (Grodzisk). Niesamowita atmosfera, ludzie, piękna pogoda, słońce. Nic więcej, nic mniej. Zdobyliśmy trzecie miejsce na tych MŚ. W meczu o trzecie miejsce wyeliminowałem drużynę przeciwnika, dając im pannę. Brązowy medal był nasz! Podium zdobyte! Poznałem nowe twarze, z którymi utrzymuję kontakt do dziś! A w turnieju freestyle dotarłem do ćwierćfinału, z czego byłem bardzo zadowolony. Bo Polska w tamtym czasie miała kilku z najlepszych graczy na świecie. Więc wyjazd był sukcesem!

Kilka miesięcy później... 29 grudnia 2017. Nowy Rok. Kolejny turniej o Puchar Polski, "Panna 1vs1". W tym turnieju wykonałem prawdopodobnie moją najsłynniejszą i najpiękniejszą pannę. Ta panna pięknie poleciała przez świat internetu w kolejnych dniach! Sam się tego nie spodziewałem! Zakończyłem ten turniej na pierwszym miejscu. To był prawdopodobnie mój ulubiony rok w życiu! Niesamowite! Nie mogłem lepiej zakończyć tego roku.

Przez resztę roku na pewno dalej trenowałem i nakręciłem kilka filmików, w których spędzam czas z młodzieżą!

Archiwalne zdjęcie 1 z piłkarskiej historii Cypriana — 2017Archiwalne zdjęcie 2 z piłkarskiej historii Cypriana — 2017Archiwalne zdjęcie 3 z piłkarskiej historii Cypriana — 2017Archiwalne zdjęcie 4 z piłkarskiej historii Cypriana — 2017Archiwalne zdjęcie 5 z piłkarskiej historii Cypriana — 2017Archiwalne zdjęcie 6 z piłkarskiej historii Cypriana — 2017
2018

2018

Po wielokrotnym wygrywaniu różnych turniejów panny i polskich mistrzostw, dostałem zaproszenie z Danii na ich mistrzostwa świata panna 1vs1, PannaHouse 2018. Z tego turnieju pamiętam, że wygrałem swoją grupę i dotarłem do top 16. W top 16 przegrałem mecz. Przegrałem na gole. Mój przeciwnik grał tylko na gole i w ogóle nie grał na pannę, nie zrobił nawet jednego drybla. Miałem piłkę przez 2,5 minuty, on tylko przez około 30 sekund. I jak myślicie, jak przegrałem? Dokładnie! Za każdym razem, gdy mój przeciwnik miał piłkę, miał ogromne szczęście (moim zdaniem) i od razu kopał w moją bramkę, i o dziwo, ciągle trafiał! No cóż, tak to czasem bywa. Nie zawsze można wszystko wygrać. Po zsumowaniu punktów i goli oficjalnie zająłem 9. miejsce w mistrzostwach świata panna 1vs1! Byłem i tak szczęśliwy, że przynajmniej znalazłem się w top 10 na świecie. Resztę dni w Danii spędziłem na zwiedzaniu Kopenhagi i wspaniałych miejsc!

Nadszedł czas... Po tylu turniejach zdecydowałem się przestać brać udział w turniejach. W pewnym momencie stres przed każdym nadchodzącym turniejem zaczął się kumulować w moim ciele. To nie było dobre uczucie; zachorowałem fizycznie i psychicznie. To nie było zdrowe. Dlatego przestałem uczestniczyć w turniejach. Osiągnąłem wszystko, co chciałem osiągnąć w życiu, z wyjątkiem mistrzostw Belgii Red Bull Street Style (turniej freestyle football organizowany przez Red Bull). Ale cóż, to nie było nic, od czego nie mógłbym spać w nocy, myślałem wtedy.

Antwerpia. 22 stycznia. Mogłem wystąpić na środku Royal Antwerp FC (Jupiler League) w Belgii. Podczas finału nie mniej! Tutaj mam filmik z tego dnia!

Polska. 14 lutego. Tam dostałem prośbę o występ w jednej ze szkół. Oczywiście zgodziłem się! To był spontaniczny sukces, show, którego nigdy nie zapomnę. Dlaczego? Bo tego dnia jako pierwszy dałem potrójną pannę na świecie!

Merksem, 20 maja. Miałem fajny występ, gdzie po raz pierwszy mogłem pokazać potrójne dookoła świata za jednym razem!

Antwerpia, 31 maja i Bruksela 3 czerwca. Dałem polskim klubom w Belgii niezapomniane występy!

Spontanicznie 1 lipca podjąłem decyzję o przeprowadzce na Maltę! Po prostu z niczego! Chciałem dać sobie wyzwanie. Przeprowadzić się w miejsce, gdzie nikogo nie znam i wrzucić się na głęboką wodę. Dzięki temu zdobyłem niesamowicie wiele pięknych wspomnień i zabawną anegdotę. Nie chciałem wydawać własnych pieniędzy, więc postanowiłem dawać występy uliczne (panna i freestyle football), dzięki czemu mogłem zarobić setki euro w 2 godziny. Jak? Zrobiłem tabliczkę z napisem: '5 euro = Mecz Panna, zwycięzca dostaje 200 euro'. To przyciągnęło wielu ludzi! Każdy naturalnie chciał wykorzystać swoją szansę na te 200 euro. Ale nikomu nie udało się dać mi panny. Tak mogłem odłożyć trochę pieniędzy. I tak przez tygodnie dawałem uliczne występy freestyle! Aż do raz, kiedy policja zaczęła iść w moim kierunku. Na szczęście dostałem tylko ostrzeżenie. Uf! Oprócz piłki nożnej odkryłem nowe hobby: fotografię i tworzenie filmów! To dało mi wiele nowych możliwości, które później mogłem połączyć z piłką nożną.

Archiwalne zdjęcie 1 z piłkarskiej historii Cypriana — 2018Archiwalne zdjęcie 2 z piłkarskiej historii Cypriana — 2018Archiwalne zdjęcie 3 z piłkarskiej historii Cypriana — 2018Archiwalne zdjęcie 4 z piłkarskiej historii Cypriana — 2018
Archiwalne zdjęcie 5 z piłkarskiej historii Cypriana — 2018
2019

2019

Od 2018 roku nie trenowałem już rywalizacyjnie. W 2019 roku nie trenowałem już freestyle footballu i panny.

Aż pewnego dnia przyjaciel wysłał mi wiadomość tydzień lub dwa tygodnie przed turniejem, pytając czy nie chcę wziąć udziału. Na początku odmówiłem udziału w tym turnieju. To był "Red Bull Street Style Belgia". Dlaczego? Bo wiedziałem, jaki format mają już w Belgii. Byłem z tego bardzo rozczarowany. Nie jest to organizowane w taki sam uczciwy i pozytywny sposób jak w innych krajach (na przykład w Polsce). Dużo oszustw i kradzieży (do tego wrócę później). Ostatecznie przekonał mnie jednak, żebym wziął udział. W tamtym momencie miałem dwa duże problemy. Do udziału potrzebowałeś dwóch prostych rzeczy: butów i piłki. Ale nie miałem żadnego z tych. Moje buty były bardzo złe i przy robieniu sztuczek było duże ryzyko skręcenia kostki, bo podeszwa była bardzo gruba i nie czułem dobrze podłoża ani piłki. Piłka, której musiałem używać, miała zepsuty wentyl, co oznaczało, że powietrze powoli uchodziło. Ale powiedziałem sobie: "Co będzie, to będzie". Wielki dzień nadszedł. Red Bull Street Style 2019 w Brukseli. Przyjechałem na miejsce. Moje nastawienie: sceptyczne i niezainteresowane. Nie byłem przygotowany ani zmotywowany. Ale zacisnąłem zęby i odsunąłem uczucia na bok. Turniej był w październiku i pamiętam, że tego roku miałem może 2 lub 3 losowe treningi. Więc jak słyszycie, nie byłem w ogóle przygotowany na ten turniej w porównaniu z innymi. Rozgrzewka się zaczęła, bo turniej miał się zacząć. Zacząłem się rozgrzewać za kulisami. Plecak z moimi rzeczami i kamerą zostawiłem za sobą. Kiedy się rozgrzewałem, nagle kątem oka zobaczyłem kogoś, kto zaczął przesuwać moją torbę. Wiedziałem, że muszę być wyjątkowo ostrożny tego dnia. Odwróciłem się i pobiegłem do mojej torby, bo jakiś kucający chłopak najwyraźniej planował ukraść mój plecak. Na szczęście mu się nie udało i uciekł. Wtedy zabrałem swoje rzeczy i przeniosłem się w bezpieczniejsze miejsce. Turniej się rozpoczął. Moje buty i piłka nie współpracowały. Nie mogłem wykorzystać pełnego potencjału, i to mnie ogromnie irytowało. Rundę kwalifikacyjną zakończyłem na 2. miejscu. Tak powstało top16 i rywalizacja ruszyła. Top16 udało mi się wygrać. Potem ćwierćfinał = wygrany. Półfinał = wygrany. I nagle stałem w finale. W tamtym momencie zadałem sobie pytanie: "Jak tu trafiłem?" Grałem finał z kimś, z kim jako dziecko mogłem zagrać towarzysko na turnieju Street Heroes w parku, co wtedy sobie po raz pierwszy przypomniałem. Oficjalnie przegrałem finał, bo piłka spadła trzy razy podczas sztuczki ("SZATW ng" — nazwa sztuczki). Bardzo chciałem ją wykonać. Dopiero przy czwartej próbie się udało. Ale było już za późno. Po meczu podszedłem do głównego sędziego i zapytałem, czy wygrałbym mecz, gdyby piłka nie spadała tyle razy. Jego odpowiedź była szybka, krótka i zdecydowana: "Tak". Kiedy to usłyszałem, poczułem ulgę. Myślę, że rozumiecie dlaczego. Osoba, która stała się moim przeciwnikiem gdy miałem 10 lat, 10-11 lat później stała się kimś, kogo mogłem pokonać. Lata treningów w końcu pokazały, że było warto! Po tym turnieju okazało się, że będę mógł reprezentować Belgię na wielkich mistrzostwach świata Red Bull w Miami, Ameryka. Red Bull sponsorował mój lot, hotel, transport, pieniądze i wszelkie inne rzeczy.

Archiwalne zdjęcie 1 z piłkarskiej historii Cypriana — 2019Archiwalne zdjęcie 2 z piłkarskiej historii Cypriana — 2019Archiwalne zdjęcie 3 z piłkarskiej historii Cypriana — 2019Archiwalne zdjęcie 4 z piłkarskiej historii Cypriana — 2019Archiwalne zdjęcie 5 z piłkarskiej historii Cypriana — 2019Archiwalne zdjęcie 6 z piłkarskiej historii Cypriana — 2019
2020-Nu

2020-Nu

Najgorsze z najgorszego, a może jednak nie? Niestety pandemia w 2020 roku spowolniła moje plany. Wszystkie turnieje i występy zostały odwołane. Ten okres trwał dość długo dla wszystkich. Wielu graczy przestało trenować "Freestyle football" i "Pannę". Byłem jednym z tych ludzi. Podczas pandemii nie wiedziałem, co dalej chcę osiągnąć w życiu. Ponieważ osiągnąłem swoje życiowe cele, brakowało nowego celu. Więc zacząłem nudne dorosłe życie. Praca, dom, praca... lata minęły jak mrugnięcie oka. I tak pandemia też minęła! Wtedy zacząłem współpracować z miastem, żeby prowadzić warsztaty panny i freestyle footballu w Antwerpii. Nie było to szeroko ogłoszone, ale mimo to przyszło kilku uczniów na moje lekcje. Potem zacząłem dawać prywatne lekcje. Jeden na jeden. Wtedy zdałem sobie sprawę z kolejnego celu w życiu: żeby jeden z moich uczniów kiedyś mógł mnie uczciwie pokonać. I tak, z latami doświadczenia i słuchania moich uczniów, narodził się mój pomysł, moja strona i mój koncept nauczania. Chcę przekazać swoją wiedzę, którą gromadziłem przez lata, w 100% uczciwy i prawdziwy sposób. Bez tajemnic, z radością i pełnym zaangażowaniem. Nigdy nie miałem trenera, który coś w przeszłości osiągnął, i nie miałem nikogo, kto chciałby coś wyjaśnić o tym, jak i co. Byłem całkowicie zdany na siebie. Dlatego musiałem eksperymentować i uczyć się na swoich błędach. Jeśli moje doświadczenie pomaga moim uczniom szybciej się rozwijać, to niech tak będzie! Dlatego każdego dnia chętnie słucham starszych ludzi i ich historii i błędów. Dzięki temu mogę unikać tych samych błędów i wyciągać z życia to, co najlepsze. Przy tym znalazłem własne motto życiowe: "Zawsze są dwa wybory." Moim marzeniem TERAZ jest, żeby przynajmniej jeden z moich uczniów mnie pokonał, zanim oczywiście zacznę chodzić z laską! Jeśli mnie pokonasz, masz szansę osiągnąć wszystko, co ja osiągnąłem!

Od dziecka do mistrza do waszego trenera — to była i jest moja droga.

Logo Balcontrole na końcu piłkarskiej historii Cypriana

© 2026 Balcontrole. Wszelkie prawa zastrzeżone.